Polska, 2019, tuż "przed zamknięciem"
Dopakowała kilka osobistych rzeczy, zerkając na zegar. Kuzyn miał się zaraz pojawić, a to była jej coroczna podróż na którą pakowała się raczej symbolicznie. Nie było potrzeby, aby się spieszyć. Spakowała kolejne dwie książki i wygodnie usiadła w fotelu, ciesząc się i czekając. (…)
Do domu kuzynostwa jechali przez zatłoczone miasto ponad pół godziny, co w przypadku tego miasta było raczej rekordowe o tej porze dnia. Rozmawiali spokojnie, kuzyn kierował sprawnie, tłumacząc co i jak się zmieniło w systemie zasilającym dom i ogród. Wjechali na podjazd posesji, wysiedli z samochodu. przywitała się z wszystkimi, ekscytacja dosięgała zenitu, z trudem sama ukrywała że cieszy się na te kolejne takie „wakacje w wielkim mieście”.
Od prawie 18 roku życia pracowała jako pomocnik przewodnika, potem sama podjęła pracę w biurze turystycznym. Zwiedziła przeróżne zakątki nie tylko Europy, pakowanie, sen, przesiadanie, odliczanie, rejestracja gości, pakowanie, sen, liczenie uczestników, pilnowanie i tak w kółko, obrazy te przemknęły jej przez myśl, patrząc na pakującą się rodzinę.
Odkąd zaproponowali jej pomoc w pilnowaniu ich rozległego domu, coraz bardziej nie miała ochoty na wakacyjne wyjazdy gdziekolwiek. Małe mieszkanie jej w zupełności wystarczało, zresztą jak na obieżyświata przystało, traktowała go trochę jak sypialnię. Dlatego też, dom kuzynostwa jawił się jak pobyt w naturalnym, wyśmienitym spa. Zresztą był tak urządzony, że niektórzy projektanci mogli by się na jego przykładzie uczyć. Dom nie był sporych rozmiarów w porównaniu z sąsiednimi, ale niezwykle przemyślany, dając poczucie wspólnoty, a zarazem można było się schować w jego prywatnych zakamarkach. Przywitał ją także, ospale pies i dwa łaszące się koty.
Ostatnie wskazówki co do sprzętu, koperta z rachunkami, pieniądze na zakupy, kilka ważnych adresów i danych. Była też druga koperta.
- Drugą otwórz później, ale koniecznie dzisiaj, przed godziną 16 00. Ok?
- Dobrze, dobrze – odpowiedziała. Wszystkim udzielał się coraz lepszy humor. Po pół godziny została sama, ale nie samotna. Odwiedziła spokojnie najważniejsze zakamarki posesji i domu który uwielbiała. Obszerny pokój łazienny z małą sauną, stołem do zabiegów, kupionym przez kuzyna wraz ze stołem bilardowym. Jak zwykł mawiać: w jednym pakiecie. Ten pierwszy zabiegowy, służył czasem nie tylko do masażu, ale jako „szwedzki stół” jak podczas rodzinnych uroczystości zabrakło podręcznych stołów na drobne przekąski. Wszyscy się śmiali że tak przesiąkł zapachami dań, że zapewne podczas masażu nie jednego skręcało z głodu.
Przeszła się po ogrodzie, basen letni był już rozstawiony. Słońce jeszcze mocno grzało. Pomyślała o kąpieli, książkach i następnym tygodniu w tym uroczym miejscu. Podeszła do torby aby przebrać się w strój kąpielowy, kiedy nagle zadzwonił telefon.
- A wy gdzie – zapytała ?
- A daj spokój, jeszcze nie wylecieliśmy nawet, siedzimy na lotnisku już 2 godziny, jest opóźnienie. Ale samolot na szczęście już przyleciał, jest załadunek, tym właśnie polecimy. Dzwonię czy wszystko ok. Głos żony kuzyna był spokojny ale i tajemniczy: - A czy otworzyłaś drugą kopertę?
- Ojej, zapomniałam, a to coś ważnego?
- Dla ciebie tak, myślę że tak. No i wszystkiego najlepszego z okazji jutrzejszych urodzin. Roześmiała się. (…)
Sięgnęła po kopertę, otworzyła i wysypały się małe kartoniki. Popatrzyła na pierwszą: „Środa, godzina 17 00 masaż w domu, zgodnie z ofertą gabinetu” ….. Druga kartka: „Czwartek, godzina 17 00 kosmetyka do wyboru z oferty”, trzecia kartka: „Piątek godzina 17 00 drugi masaż w domu” i: wszystkiego naj. (...)
Rozbawiło ją to, wiedzieli bowiem jak uwielbia masaż i jak jednocześnie w swoim zabieganiu ma na niego mało czasu, nie tyle ile by chciała. Gorąco podziękowała kuzynce i życzyła miłego lotu. Oczyma wyobraźni była z nimi na lotnisku: tłum, zmęczone dzieciaki, podenerwowanie, oczekiwanie, itd. Chyba nic nie byłoby w stanie jej teraz zaciągnąć do wyjazdu, gdziekolwiek. Popatrzyła na zadbany, choć minimalistyczny ogród zgodny z dewizą kuzyna:
„To ogród jest dla nas, a nie my dla ogrodu”.
Popatrzyła na zegarek, była 15 :30. Od razu spojrzała na bezchmurne niebo, potem pobiegła na pierwszy poziom domu, gdzie stał stół do masażu. Uśmiechając się złożyła go i przeniosła do pobliskiej altanki, w której w letnie dni czasem korzystali z zabiegów. Rozłożyła go i pobiegła pod prysznic. Coraz bardziej podekscytowana po kwadransie czekała z filiżanką herbaty. Znajome logo firmy na zaproszeniu, nie dawało jej złudzeń że będzie to rewelacyjny początek wakacji. Sama w wielkim mieście, ale nie samotna.
Dom kuzynostwa był jak wyspa. Zielona dosłownie, pełna uroku, wszystko było tak bardzo na miejscu i tak blisko.
Po ponad godzinie zadzwonił dzwonek, popatrzyła kto przyszedł. W drzwiach pojawił się zaprzyjaźniony od lat masażysta, znało go z gabinetu. Wiedziała że to będzie bajeczny wieczór. Przywitali się, nie musieli się przedstawiać. On też nigdy nie pracował w pośpiechu, ani też nie stwarzał takich pozorów. Był niezwykle stonowany, zapytał czy chce mieć masaż wykonany przez niego, czy przez koleżankę, która go przywiozła, sam chyba nie prowadził samochodu.
Zdecydowanie odpowiadał jej jego sposób pracy, potrafił uchwycić ten stan istnienia, zawieszenia, pomiędzy głęboką relaksacją, a uwalnianiem napięć, czyli bez zbędnego intensywnego masażu, jak to kilkakrotnie doświadczył w innych gabinetach. Dawał jej poczucie bezpieczeństwa i jednocześnie była świadoma co się z nią dzieje. Królowała empatia i intuicja, wszystko było jednocześnie przemyślane, spokojne choć niezwykle konsekwentne.
Wielokrotnie korzystała z innych zabiegów, czasem była bardzo rozbita, po częstych podróżach, jeszcze pracując w firmie turystycznej, więc nie miała już więcej zamiaru korzystać z przypadkowych zabiegów. Nie interesowały jej jakieś tam okazję, dyskanty, brylowanie w mediach społecznościowych, czy dzielenie masażu ze względu na czas, czy deklarowane nowe metody. Skusiła się kilka razy na polecane wschodnie masaże, ale będąc często w podróżach, korzystała zaciekawiona na miejscu. Te w kraju owszem były ciekawe, ale dalekie od deklaracji że to wschodnie metody, może i inspiracje tak, ale jej zależało na konkretnych własnych oczekiwaniach, a nie na tym co obecnie jest trendy. Pierwszy raz skorzystała u niego z zabiegów, dzięki rekomendacji kuzynostwa. Nie było istotne jakie to metody, ale jak pracował i jej odczucia.
Po chwili pili spokojnie herbatę, wszystko było gotowe.
Wiedziała że ze spokojem rozpoczęła swoje wymarzone wakacje, a także że może sobie pozwolić na pozostanie po masażu na swoim miejscu. Masażysta tu w sensie zawodowym, był perfekcyjny w każdym calu, zaprzyjaźnionym znajomym rodziny, doskonale wyczuwał kiedy chciała porozmawiać, ale też kiedy był czas na milczenie. Miała do niego kompletne zaufanie.
Dziwiło ją to, bo nie była w stanie obdarzyć zaufaniem mężczyzn, zwłaszcza w życiu prywatnym. Ej no co ty! Skarciła siebie, myśl o nim w kategoriach profesji, w tym celu tu jest. Kiedyś zapytała go wprost: co można wyczytać z zachowania, reakcji nie tylko na masaż, ale na sam dotyk? Skomentował to szczerym uśmiechem, pytając czy naprawdę chce się tego dowiedzieć jako klientka czy jako zaprzyjaźniona osoba prywatnie?
Zawahała się, nie wiedząc dlaczego. Nigdy tego pytania nie zadała ponownie, nawet w żartach. Teraz też kompletnie ufała, wiedząc że i tym razem może się spokojnie poddać zabiegowi. (…)
Kiedy zabieg się skończył, dodał, że w takim razie, będzie kolejny raz w piątek, pouczył aby nie wstawała gwałtownie, ani od razu. Zapytał czy wszystko w porządku, jak się czuje, po czym nakrył ją dodatkowym ręcznikiem i oddalił się w stronę drzwi. Zamknął je cicho, a ona jeszcze na moment odpłynęła.
Nie miała najmniejszego zamiaru wstawać. Przypomniał jej się tylko jeden z zabiegów w hotelu, kiedy podczas podróży kompletnie odleciała, a masażysta czekał po zabiegu. Okazało się, że przyjeżdżał do hotelu tylko okazyjnie, no i na domiar ze swoim stołem. Zaintrygowało ją wtedy, dlaczego tak wypasiony hotel nie był w stanie kupić sobie własnego stołu? Skąpstwo czy głupota?
Jednocześnie w tym momencie, złapała się na tym, że powróciła na moment do swoich przyzwyczajeń z pracy i mówienia wprost - jako organizatora podróży, spotkań - co się jej nie podoba w hotelowych usługach. Uśmiechnęła się sama do siebie i jeszcze mocniej otuliła grubym ręcznikiem. Ale poczuła nagle jakieś dziwne dotknięcie? Co, czyżby jeszcze był obecny masażysta?
Spojrzała w kierunku odczuwanego dotyku, po jej nogach chodził powoli, totalnie wyluzowany kot. I przyjaźnie pomrukiwał.
- No tak, koniec przyjemności, przecież pora karmienia. Jakby tego było mało przybiegł pies. No chyba czytają w moich myślach, roześmiała się i wstała. (...)
Nie przypuszczała, że w następnym roku, nawet gdyby chciała, nigdzie nie pojedzie. Podobnie jak kuzynostwo. (...)

