„Dotykający”, zbiór opowiadań historyczno-futurystycznych i obecnych, o roli dotyku, masażu i nie tylko.
Kiedy przyszła przesyłka, był w pracy. Nie mógł się już doczekać. Ostatnie miesiące spędzał ciągle w biegu, na negocjacjach, krótkich wyjazdach, ale i czasem dalekich podróżach służbowych. Prowadząc firmę, a także biorąc udział na zaproszenia w wielu konferencjach dotyczących relacji i komunikacji.
Przedstawiał swoje kolejne tezy, dotyczące nadchodzących zmian. Nie dotyczyły wymyślanych pseudoanaliz, znał to z praktyki, ale z zupełnie innej.
Od jakiegoś czasu, gabinet nie był non stop zapełniony klientami, nie dlatego że brak było zainteresowanych, ale ponieważ był to poniekąd kompromis, wynikający z charakteru jego obecnej, podstawowej pracy.
Zresztą był jednym z tych ludzi, którzy traktują pracę zadaniowo, jako nowe wyzwania, to jest to. Ostatnie lata, wymagały od niego przeorganizowania wielu spraw zawodowych i prywatnych. Coraz mocniej oddalał się od ulubionej praktyki. Nie sposób było regularnie prowadzić praktyki i jednocześnie pogodzić ją z licznymi zawodowymi wyjazdami, których efektywności, nie był od razu pewny i nie sposób było tego od tak, przeliczyć na finanse.
Mógł się skupić zwłaszcza na praktyce w gabinecie, wiedział o tym, ale lata temu, zaczynał w zupełnie inny sposób. To te początki nie dawały mu spokoju, zwłaszcza ostatnio. W głębi ducha, od jakiegoś czasu szukał potrzebnego mu symbolu, który będzie w stanie zapoczątkować odliczanie innego czasu, zacząć coś inaczej. Pójść inną, swoją drogą.
Jednocześnie zastanawiał się nad lekkim, składanym, stołem do masażu, potrzebnym do praktyki lub dobrą gatunkowo matą do ćwiczeń. Praktyka w terenie dawała mu kiedyś, coraz większe zadowolenie, pomimo że pochłaniała sporo czasu. Ale czy mógł sobie na to pozwolić obecnie?
Nie prowadził samochodu, po prostu nie chciał, nie lubił. Pojazd ułatwiał by, tak wiele, ale w poszukiwaniach było coś głębszego, poczucie potrzeby zmiany, takiej normalnej niezależności.
Nie potrafił już tak intensywnie rozmawiać z ludzmi, o różnych metodach terapii, w których musi być poniekąd zaangażowany także sam klient. Tym bardziej kiedy był świadkiem, że ktoś o wszystko wypytuje, ale tak na serio widział, że z własnym zaangażowaniem klientów w profilaktykę, ćwiczenia, jest krucho. Niektórzy widzieli częściej trendy, niż realne, swoje potrzeby. (…)
Nie lubił także tych pseudo relaksacyjnych sesji, podczas których klientki, klienci, leżeli z włączonymi komórkami, coraz częściej udając jak są zapracowani i że bez nich, świat się nie będzie kręcił. To był dla niego bardziej społeczny trend, niż umiejętność czy realna potrzeba, albowiem zdolność do zawieszenia się w czasie i przełączenie z ciągłej „chaotycznej akcji”, na „być tu i teraz” wymaga świadomości. To przede wszystkim kwestia metodyki zabiegu, ale także zaangażowania drugiej strony - czasem pozytywnej sugestii - są warunkami pełniejszej efektywności. Czuł że przeważnie takie zabiegi dają poczucie fajnego, chwilowego relaksu, ale nie przynoszą takiego zadowolenia jak w przypadku realnych potrzeb głębszego relaksu.
Miał wrażenie, że ślizga się gdzieś po powierzchni, mając do zaoferowania znacznie więcej. Część praktyki była podobna do jakiejkolwiek usługi dla ludności w wiecznym jarmarku ludzkich potrzeb, ale nie było w tym głębi.
Krok do przodu. W praktyce, coraz bardziej czuł, że spełnia się w dłuższych zabiegach, zwłaszcza kiedy klienci byli w tym upojnym stanie głębokiej relaksacji, odprężeni, ale jednocześnie świadomi zabiegu. Zwłaszcza kiedy po masażu mogli od razu odpocząć u siebie. Instynktownie czuł, że to jest rdzeń jego praktyki, w innej nie ma już dla niego miejsca.
Rekomendacja osób trzecich stała się podstawowym faktem, w tym znaczeniu, że pojawiali się u niego klienci którzy potrzebowali dokładnie tego czym się zajmował. W innych przypadkach polecał osoby z którymi współpracował, a byli w stanie spełnić nieco inne oczekiwania. Zdał sobie sprawę, że nie jest już w stanie skupić się na każdej formie, celu masażu. Ta współpraca z innymi, dawała mu wiele satysfakcji. A jego własna praca, spełnienie. (…)
Na początku sesji spokojnie uświadamiał, opowiadał jak będzie przebiegał zabieg. Widział tym samym jak ludzie przełamują pierwsze lody i korygują zasłyszane opinie, sugestie o masażu czy pokrewnych metodach.
Czuł głęboko, że wraca do źródeł. Coraz mocniej zaczynał doceniać ten stan spokoju, zapoczątkował się jednocześnie, proces powrotu do źródeł.
Z dużym namaszczeniem rozpakował nowy stół, wyciągnął go, sprawdził wagę, wysokość. Nie było wiele czasu, zaraz przyjdzie następny klient.
Odstawił więc nowy stół na bok. Następny dzień był bardzo słoneczny. Masażysta wziął na ramię nowy stół, zapakowany w wygodnym pokrowcu. Było wieczorne, rześkie powietrze. Dobrze wiedział że zaczyna się coś innego, nastąpiło uwolnienie. Kiedy wsiadł do autobusu, rozejrzał się za wolną przestrzenią. Po chwili, ktoś podszedł do niego i zapytał:
- Witam pana prezesa, nie mylę się? Znamy się z konferencji, tej odnośnie nowych technologii, IT i AI. A pan to dzisiaj na siłkę czy jak? Przepraszam, czy to jest jakieś nowe urządzenie? Ciekawe czym pan nas znowu zaskoczy. (…)
Uśmiechnął się i skomentował: To takie urządzenie związane z nawiązywaniem bezpośrednich relacji. Nieco zmodyfikowane, z bardzo indywidualnym oprogramowaniem. Służy do teleportacji w inny wymiar. Tak, możliwe że przedstawię je na kolejnej konferencji, zastanowię się. (…)
Poprzednie opowiadania:

