Przynajmniej kilkuletnia praktyka, chęć bezpośredniej wymiany doświadczeń zawodowych, otwartość i koniecznie dobre buty.
- Kilka dni temu, zapytał mnie młodsza stażem koleżanka z profesji, ma jakieś tyle lat co ja praktyki, więc super, wszystko przed nią, ale:
- Hej, masażysto w drodze, mam pytanie, dostałam propozycję pracy zagranicą, co jest potrzebne do tego? Wiem że podpowiesz! - Odpowiedziałem jej jak w nagłówku, dodając iż ja akurat nie szukałem pracy zagranicą, miałem jej pod dostatkiem w kraju, kilka lat klinicznej praktyki. Bywałem ale z nieco innych powodów. A jej proponują pracę, jakieś 2.5 tysiąca euro i pokój służbowy? To w czym rzecz? Nie spróbujesz, to się nie dowiesz, proste. Ale jej nie wystarczyło i dalej. Zdziwiła się i zapytała:- Jak to było, przecież kontynuowałeś edukację zagranicą i nie tylko, z tego co wiem min w: USA, potem chyba Niemcy, Dania, Holandia, Włochy, Grecja, Francja?
- To może tak. W 1992 roku znalazłem się w USA, wtedy z żoną, miała kontrakt PT, ale okazało się już na miejscu, że moja wiza nie daje mi możliwości pracy, a ja jestem realistą i szanuję prawo. Więc wpadłem na pomysł i zadzwoniłem do jednej ze szkół masażu, jak pani odebrała, przedstawiłem się powiedziałem że jestem dypl. technikiem masażystą z Polski i chciałem spotkać się z osobami z mojej profesji, nie szukam pracy, po prostu spotkać się. Ledwie coś tak dukałem z angielskiego, a ona od razu zaprosiła mnie, jak się później okazało było to dyrektor znanej szkoły HEC w MI. Także późniejsza autorka kilku znanych książek.- O super! I jak było na tym spotkaniu, jakie rezultaty?
- Ciekawa rozmowa, posilaliśmy się szkicami, plakatami. I w rezultacie zaprosiła mnie na taką szkolną konferencje i tam mnie przedstawiła. Były pytania z sali o szkoły w Polsce, powiedziałem że moja to dwuletnia, państwowa czyli bezpłatna dla beneficjenta szkoła, z egzaminem państwowym i dyplomem, że praktyki kliniczne, etc. A oni pod koniec wstali, zaczęli bić brawo i ktoś skomentował, jakoś tak że Polska to bogaty kraj, bo ich na takie cuda nie stać! Nie zrozumiałem, do momentu aż zobaczyłem w kilku szkołach ile kosztuje tam nauka. I że poza samą nauką i dyplomem jest jeszcze licencja. A na kolejnym spotkaniu zaproponowano mi niesamowitą wymianę, ty będziesz dzielił się własnym doświadczeniem, a my zapraszamy ciebie do kontynuacji nauki z tych tematów które ciebie interesują i tyle.- Coraz bardziej ciekawie, a jak oceniasz nauczycieli, mówisz że nie bardzo znałeś wtedy angielski? A co ciebie najbardziej tam zaciekawiło w programie?
- Wiem że to może paradoks, ale oni mieli wtedy min. program europejskiego masażu, a wykładowcami byli min. lekarz i masażysta David G, z byłego ZSSR, ale chyba konkretnie z Ukrainy, a ponadto z masażu sportowego Karel … z Czech. I do tercetu ja z Polski, świetnie się rozumieliśmy. Mieliśmy na zajęciach także tłumacza, oni chcieli tylko wiedzy. Poza tym uczęszczałem normalnie na zajęcia z miejscowymi nauczycielami. (…)
- No to rzeczywiście paradoks, w szkole w USA zajęcia po „słowińsku”, serio?- Tak, ponieważ chodziło o zupełnie bezpośrednią wymianę doświadczeń. W naszych krajach profesjonalny masaż, zwłaszcza terapeutyczny miał duże uznanie. Pierwsza moja szkoła to Medyczne Studium Zawodowe Wydział Masażu Leczniczego w Krakowie, to jest już nieco legendarna szkoła, pierwsza w Polsce. I spowodowała że nie miałem żadnych kompleksów. Generalnie mnie nie rusza, że coś tam z zagranicy, to lepsze, po prostu inne. (…)
Oni wtedy zajmowali się legislacją, uznaniem masażu za praktykę także stricte leczniczą. Pamiętaj że mowa o 1992/1993 r. Dzisiaj jest zupełnie inaczej, a paradoksalnie to w Polsce obecnie masaż jest coraz mniej refundowany, w ramach usług leczniczych w przychodniach, szpitalach, etc. Gdyby teraz mnie zapytali, to byłby wstyd! Ale niestety nasze środowisko masażystów w sensie stowarzyszeń i zadbania o dwoje, od wielu lat po prostu śpi! (…)
A co mnie zainteresowało w ich programie? Przede wszystkim konkretne procedury i bardzo poważne podejście do masażu relaksacyjnego, rozumianego jako uwalnianie napięć, część odnowy psychosomatycznej. Nie tak jak kojarzymy dzisiaj relaksację w Spa czy Wellness. (...)
U nas wtedy te tematy, tzn. profesjonalnej relaksacji, dopiero raczkowały. A ja miałem okazje skonfrontować własne doświadczenia, ponieważ w pracy klinicznej miałem wiele sytuacji, że ludzie po urazach, wypadkach, poparzeniach, byli także po dużej traumie, albo w stanie chronicznego stresu. I moje pierwsze doświadczenia z relaksacją jako wstęp do terapii, sprawdziły się. Jak się później okazało, pierwsze szkolenia wtedy pod nazwą: „masaż w standardzie body work”, w odnowie psychosomatycznej sprawdziły się. Napisałem kilka artykułów do prasy, także były zaproszenia do telewizji, ale to był już inny czas. (…)
- A dlaczego ten tajemniczy motyw z butami? Możesz zdradzić?
- Dosłownie i symbolika porządnych podstaw, konkretne szkoły, a nie jakieś tam kursiki weekendowe. To jako uzupełnienie, ale nie podstawy. Tak jak ty masz i możesz jechać dalej. Poza tym zdałem sobie sprawę, jakie wtedy mieliśmy dobre szkoły! Bezcenne, dosłownie. A tak z drugiej strony to były buty które służył mi prawie 20 lat, dosłownie!
- Rozumiem, a potem dalej Jak? Napisanie pierwszej książki?
- Tak, to miało miejsce podczas kilkutygodniowego pobytu w Hiszpanii, także moja propozycja w 1997 roku zorganizowania I w Polsce Targów Edukacyjnych w masażu, w mojej szkole. To był totalny sukces, przyjechały tłumy, ludzie na wykładach siedzieli na matach i parapetach bo zabrakło miejsc. Kompletnie inne zaangażowanie niż dzisiaj. Bardzo transparentne tematy, ale aby wystąpić to podstawa jakieś publikacje, artykuły, nie tam zasięgi m.s. jak dzisiaj. I przed olejnymi konferencjami był tzw. wstępny komunikat i propozycje od prelegentów. (…)
Tak, dalsze artykuły, szkolenia i następne wyjazdy zagranicę na szkolenia, ale także te które już sam prowadziłem, min. współpraca z Dani, w Niemczech, Holandii, Włoszech, Grecji, Francji. Ale przez prawie 25 lat masażysta w drodze, po polskich szlakach. (…)
- Jak z perspektywy czasu oceniasz wtedy pierwszą przygodę ze szkołą zagranicą? Była inspiracją, co było najważniejsze? Na ile cenniejsze? Końcowe pytania znajomej.- Dla mnie kiedy dzisiaj słyszę o czymś w USA, to mam taką pamięć, że nie chodzi tyle o kraj, ale że w jakieś szkole czy uczelni, są ludzie z różnych krajów, potrafią dzielić się, taka jedność w różnorodności. Ale tak było kiedyś, taka jest moja pamięć. Nie wiem jak jest dzisiaj. (…)
Co do naszej rzeczywistości w Polsce i w Europie, dzieje się coś dziwnego, niby współpraca, ale wiele tzw. państwowych szkół i uczelni zamyka się na realna wymianę doświadczeń zawodowych. Są oczywiście tzw. mistrzostwa masażu w różnych krajach, to co innego.
Na poziomie szkolnym i akademickim pozostaje wiele do życzenia. Najczęściej dodatkowe zajęcia, wykłady, są prowadzone przez etatowych nauczycieli, czy wykładowców! A to jest uwstecznianie się, taka kąpiel we własnym sosie. Dostałem kilka propozycji od koleżeństwa z zagranicy, polecenie do kontaktów. Ale jak prowadziłem konkretną korespondencję, to dostałem dziwne pytania, najczęściej czy jestem wykładowcą etatowym!?
- To rzeczywiście dziwna polityka szkół i uczelni, dlaczego?- Nie oceniam, po prostu obserwuję. Myślę że to jest fakt iż są coraz mniejsze nabory do tych instytucji, słowem rekrutacja i „walka o ucznia czy studenta” no i absurdalne online!
Ale rozwijają się ponownie szkolenia, prowadzone bardziej kameralnie, bez tego medialnego szumu. Wiem, ponieważ mam czasem sposobność i zaszczyt uczestniczyć. Natomiast nie chce dyskutować dalej na te tematy, dla mnie podstawa to praktyka, a inna działalność, szkolenia, konferencje, spotkania to przy okazji, no chyba że te spontaniczne. I będzie następny zupełnie nowy program, ufam że wiosną.
A ty się spełniaj w tej zagranicy, warto, mam na uwadze nowe doświadczenia. Tak, pamiętam, postaram się jakoś streścić naszą rozmowę, tak ufam, ze przyda się innym.
(…) PS, na zdjęciu moje siedmiomilowe buty, no bo tam były cale, mile, funty, etc. Ja po stronie Detroid City, w tle Kanada.
Do zobaczenia gdziekolwiek w drodze:

