
Z cyklu w rozmowie, temat tym razem nieco prawny: „Jestem masażystą”, a „zajmuję się, praktykuję masaż”? Czy jest jakaś różnica? Czyli o tożsamości zawodowej, w czasie rekrutacji.
Wiem że dla wielu to ciekawy i intrygujący temat, dla mnie nie. Nie mnie oceniać, ale czasem po prostu lubię obserwować. I odpowiadam na pytania zainteresowanych nie tylko praktyką, ale szkoleniami. Obecnie jestem w zupełnie innych sferach praktyki i nowych wyzwań szkoleniowych, zwłaszcza prowadząc warsztaty, ale. Najkrócej? Jest spora różnica i mogą być konkretne konsekwencje.
1. Zapytano prawnika na jednym ze spotkań, czy jest jakaś formalna różnica w tych dwóch stwierdzeniach? (…) No pomyśl, odpowiedz sobie, warto. I pytania dotyczą nie tylko praktyków, ale rekrutujących na wszelakie szkolenia. Powodzenia. (…)
Dotyczyło dyskusyjnego przykładu, gdzie pracodawca nie tylko zakwestionował czyjeś kwalifikacje zawodowe, ale grzecznie poinformował, iż przedstawienie się, w CV, etc. jako „jestem masażystą/ masażystką”, a jeśli ktoś nie jest, tzn. nie ma dyplomu, może powodować to konsekwencje administracyjne lub cywilne. Ale skomentowano także, że to w sumie grzecznościowy gest niedoszłego pracodawcy. (…)
2. Jestem dyplomowanym masażystą, nawiązuje do wykonywania profesjonalnie także zawodu medycznego. Każdy kraj w UE, ma szkoły na różnych poziomach. W Polskie, program technik masażysta z egzaminem i dyplomem państwowy, to ewenement w skali Europy!
3. Chyba niewiele osób zdaje sobie sprawy, iż w przypadku wykonywania usług, przedstawienie się jako masażysta, jeśli nim ktoś nie jest, dotyczy wprowadzania konsumenta w błąd, (poczytać warto, ustawy o prawach konsumenta, czy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, etc.) warto znać!
I tu uwaga! Nie dotyczy to sztucznego podziału, że osoba z dyplomem technika masażysty ma prawo wykonywać masaże w najszerszym spektrum, w tym lecznicze, a osoby bez dyplomów tylko tzw. relaksacyjne. (Taki dziwny podział jest tylko chyba w Polsce) Rzecz dotyczy faktu kto może generalnie wykonywać zabiegi profesjonalnego masażu i przedstawiać się jako masażysta! W wielu sytuacjach profesjonalny masaż relaksacyjny jest częścią terapii i paradoksalnie może wymagać sporych kwalifikacji i kompetencji.
4. Dalej: każdy korzystający z wszelkich zabiegów, ma prawo znać kwalifikacje danego praktyka i to oczywiście dotyczy różnych usług i profesji. Z dokumentami do wglądu.
5. Wszelkie stosownie określeń sugerujących profesje jak: „terapeuta Spa”, „ specjalista wellness” czy tak ostatnio modny „terapeuta manualny twarzy”, ma podobne konsekwencje! Nie ma formalnie takich zawodów, tym bardziej iż nazwy, mylnie nawiązują do pojęcia i praktyki terapii, co w Polsce sugeruje zabiegi zdrowotne, medyczne. Dlatego, to raczej reklamowe określenia różnych kursów lub wyspecjalizowanie się w czymś. (…)
Reasumując jest spora różnica między deklaracją: „jestem masażystą, masażystką” ,a „zajmuję się, praktykuję masaż”. Choć nie dotyczy jakości usług.
- Co o tym sądzisz? Zapytała koleżanka, też prawniczka?
- Wiesz, mnie to absolutnie nie rusza, ponieważ mam pełne wykształcenie jako masażysty tzn. technik masażysta, w Polsce i drugą szkołę zagranicą, kilka kursów, etc. Tak też przede wszystkim jestem przedstawiany podczas szkoleń, konferencji, czy jak prowadzę różne warsztaty. Taka jest moja podstawowa tożsamość zawodowa.
Natomiast pracuję w dwóch głównych nurtach: w odnowie psychosomatycznej, uwalnianie napięć, somatoresponsywność i zdrowotno-estetycznym, etc. (…)
Natomiast porusza fakt, iż osób z dyplomami medycznymi muszą się stosować do wszelkich ustaw, a „masujących przy okazji” to nie dotyczy, taki polski paradoks.
6. Ale myślę że może to być problem dla niektórych osób i szkoleniowców którzy przyjmują na kursy jak leci, tzn. bez jakichkolwiek kwalifikacji, co się obecnie dzieje.
Tu także nie mam z tym problemu ponieważ od lat moje kursy były głównie dla trzech grup zawodowych: dypl. masażystów, fizjoterapeutów, kosmetologów oraz dla studentów, uczniów tych kierunków.
Natomiast dla innych osób prowadzę warsztaty, z kilku tematów, ale to nie dotyczy podstawowych kwalifikacji, raczej dodatkowych kompetencji, umiejętności, rozwoju relacji partnerskich, etc. To nie jest związane z jakimiś dyplomami czy certyfikatami.
Jest mi tylko czasem przykro kiedy ktoś dzwoni w sprawie udziału w kursie, pytam z jakiej jest grupy zawodowej i słyszę: A dlaczego takie pytania? Panie, wszyscy ludzie teraz po prostu szkolą jak leci, nikt o to nie pyta. (…)
Reasumując: Nie mnie osądzać, tylko obserwuję, ale mam po prostu prawo zapytać.
Mnie interesuje to na co mam wpływ. I na tym się najbardziej skupiam, tzn. na praktyce, czasem udział w konferencjach, prowadząc warsztaty dla konkretnie zainteresowanych.
Ufam, że temat zrozumiały i nie ma potrzeby dalej tłumaczyć. Wyświetl mniej
